• Anna

Jak powstaje logotyp i z czym się go je?


Lubię dzielić się wiedzą. Serio, nie mam problemów z tym, by mówić o swojej pracy od zaplecza. Jak pisałam tu - #tworzenielogo to bardzo przyjemna praca. Można wzbić się na wyżyny kreatywności. Albo i nie ;) Zależy od projektu, klienta, grupy docelowej. Wiadomo - dla luksusowej marki ubrań raczej nie poszalejemy z wprowadzeniem np. postaci komiksowej, ale już ta świetnie, moim zdaniem, sprawdzi się w linii ubrań streetwearowych. Na potrzeby tego wpisu pobawiłam się i porysowałam aby móc pokazać na czym ta cała frajda polega. Od pomysłu (a tych, wierzcie mi, ostatnimi czasy rodzi się multum, nie wiem, może przerwa świąteczna uruchomiła długo skrywane pokłady) poprzez proces aż do kilku wersji, które można pokazać na zasadzie “do wyboru do koloru”.


Od czego zacząć?

Od nudy. Poważnie!


Nic tak dobrze nie wpływa na #kreatywność jak dłuższa przerwa od pracy :))) Nie wiem jak inni, ja pracuję dużo i mało mam chwil na zastanawianie się “co by tu dziś?”, terminarz zazwyczaj jest wypełniony do oporu i ciężko wykrzesać chwilę dla siebie, że o nudzie nie wspomnę. Ale czasem się to zdarza i nie ukrywam, że bardzo celebruję te chwile. Wrzucam sobie do głowy jakiś pomysł, ideę albo po prostu bez ładu i składu szwendam się po internetach. Zawsze coś zostanie w oku, czy to kolor czy konkretny obraz, czasem jest to film, muzyka czy inny mem. To nieistotne, najważniejsze, że na podstawie zbieranych przez oko bodźców siadam do komputera i myślę. To czas kiedy nic się nie musi, nie ma deadline’u, meandry kreatywności mogą sobie hulać w tę i we w tę aż natrafią na dobry tor. I jest przeskok w głowie i mega silna i uporczywa myśl: “teraz!” i odpala się programy i działa :) Brzmi banalnie? Ale to wtedy właśnie zaczyna się cały proces. Od pierwszej kreski w illustratorze, doboru koloru po kilka(naście) propozycji. Na przykładzie “postaci” można zobaczyć jak wyglądają zmiany, poprawki etc itd :) Po postaci przychodzi czas na nazwę. W tej materii też lubię się wyżyć bo uwielbiam zabawę słowem :)


Tym razem, na potrzeby tego posta, padło na nazwę WEARIOR (WEARRIOR) - myk słowny znamy wszyscy choćby za sprawą marki Answear ;) A dalej potoczyło się już typograficznie ;) Po przejrzeniu różnorakich marek nie tylko streetwearowych padło na #pisanki (z licencją do wykorzystywania personal ;) ). Lubię je choć nie do każdego projektu pasują. Tu przypasowały mi wybitnie, przede wszystkim ich lekka, nieco niedbała stylistyka. Bardzo często bywa tak, że bawię się typografią, robię inne łączenia liter, zmieniam ich wielkość, często bywa tak, że niektóre fonty mają niedoskonały #kerning i aż się proszą o lekką korektę ;)


Kolory, ach te kolory ;)

Myśląc o logotypie jako graficznym odzwierciedleniu marki streetwearowej warto mocno zastanowić się nad zadaną kolorystyką. Znak graficzny powinien mieć kilka wersji kolorystycznych, do stosowania na różnych materiałach. W tym przypadku ma też dwie główne wersje w podziale na płeć: kolory blue/green i ich wariacje oraz pink/peach. Naturalnie logotypy mają też swoje wersje #monochromatyczne i #achromatyczne. Przyjęłam standardowy podział na barwy, na wizualizacjach widać jednak nawiązanie do barw ziemi, w nich logo również prezentuje się całkiem nienajgorzej ;)


I co dalej?

Dalej wszystko w rękach klienta (no i trochę naszych). Albo dobrze wywnioskowaliśmy po rozmowach z nim czego potrzebuje, albo zaczynamy proces kreatywny od nowa. Uważam, że rozmowa z klientem, zadanie mu kluczowych pytań to nie tylko podstawa ale i tajny klucz do sukcesu ;) Jak klient nie wie czego chce (a ma do tego prawo!), to może niech powie czego nie chce? Niech pokaże coś, co mu się podoba (lub też nie podoba), a my, jako projektanci, zróbmy swoje! Tym optymistycznym akcentem pozdrawiam serdecznie :)


Jeśli zastanawiasz się nad stworzeniem logotypu, potrzebujesz porady, pomocy, projektu - nie krępuj się!






65 views0 comments